Od kilku dni dużo pracowałam, a mało sypiałam. Czuje po sobie, że mam mniej cierpliwości i wszystko łatwiej mnie irytuje. Dzień wolnego, który się trafił, nie cieszy mnie tak bardzo, bo jest co robić w domu. Krzątam się po mieszkaniu, próbując je ogarnąć. Po kilku godzinach wysiłku jest w miarę schludnie. Zbliża się późne popołudnie. Uznaję więc, że resztę ogarnę później. Postanawiam, że najpierw przygotuję coś do jedzenia dla siebie i dzieci. Biorę się za szykowanie drugiego dania. Pan zaganiany, mało się odzywa. Ma kilka spraw do ogarnięcia, mnie się więc nieco nudzi. Chłopcy zaś biegają po mieszkaniu, co chwilę się kłócąc, a to skutecznie podnosi mi ciśnienie.
-Idźcie po mleko i płatki na kolację - Wysyłam ich, by w spokoju przygotować posiłek. Wstawiam makaron, wyciągam pulpety w sosie koperkowo-śmietanowym z lodówki i póki makaron dochodzi, siadam z telefonem w ręce, włączając gry planszowe. Odpalam Splendor, grę która kojarzy mi się z Panem, bo to właśnie ją przyniósł jako pierwszą , by zarazić chłopców i mnie planszówkami. Gdy jestem zdenerwowana, skutecznie mnie relaksuje. Udaję się do sypialni, by walnąć się na łóżko i spokojnie rozegrać partię. W tym czasie dzwoni domofon. Jestem przekonana, że wrócili synowie, więc nie odzywam się do słuchawki, a tylko wciskam guzik, by otworzyć drzwi. "Już sobie poleżałam", myślę sobie, "No ale chociaż dokończę partię..." Skupiona na telefonie słyszę, jak otwierają się drzwi do mieszkania.
-Mordko!! Co tu się stało?
Z przerażeniem odkrywam, że w korytarzu stoi Pan.
Nie spodziewałam się, że się pojawi tak wcześnie. Mówił, że przyjdzie, ale spodziewałam się, że raczej późnym wieczorem.
-Mordko tak być nie może. Odłóż ten telefon, zobacz co tu się dzieje. Tak się bawić nie będziemy. Patrzę na rozwalone w korytarzu rzeczy dzieci. Najwyraźniej, posłane do sklepu rzuciły to, czym się bawiły i wyszły, zostawiając bałagan, którego nie zauważyłam, pochłonięta grą. Nienawidzę przyznawać się do błędu, a ewidentnie jest to moja wina. Nie przyznam się jednak, ani sama przed sobą, ani przed Panem.
-Dopiero siadłam z telefonem. Wysłałam dzieci do sklepu, oczywiście zostawiły rzeczy na środku. Wrócą, to ogarną - Mówię oburzonym tonem.
-Za bardzo wciągnęły Cię te planszówki.
-Bez przesady, jeden dzień wolnego mi się trafił, chyba mam prawo odpocząć.
Pan nie kontynuuje kłótni. Widzi, że już jestem nabuzowana. Odwraca się więc tylko i idzie do salonu, w celu naprawienia mi szuflady w kredensie. Nie odzywa się do mnie. Ja wiem, że źle zrobiłam pyskując, ale jestem tak zła, że moje "przepraszam" jest mało przekonujące. Pan więc dalej mnie ignoruje. Skończywszy szafkę, idzie do mojej sypialni naprawić klamkę w drzwiach. W tym czasie wracają chłopcy.
Jestem na nich zła, bo zostawili bałagan. Każę im ogarnąć, to co zostawili i idę do kuchni, próbując się uspokoić. Bezskutecznie, złość narasta. Pan tłumaczy spokojnie chłopcom, co zrobili źle. Powinnam się cieszyć, że ma do nich tyle cierpliwości, tym czasem złości mnie, że ich mamie jej zabrakło. Gdy jeden z chłopców przerywa sprzątanie, przychodząc do kuchni i jak zwykle zganiajac na drugiego winę za bałagan, wybucham. Przekleństwo niesie się po mieszkaniu.
-Dobrze się czujesz?! - Pan reaguje natychmiast.
-Nie!! - Odkrzykuję zła.
-Widzę właśnie. Głęboki wdech i wydech. Właśnie nakrzyczałaś na syna!! Poza tym znów przeklęłaś.
-Bo wiecznie zganiają jeden na drugiego. Ile można?!
-Nie musisz zaraz krzyczeć. Każ im posprzątać. Obaj są odpowiedzialni za swoje zabawki i pokój.
Nie odpowiadam już nic na to, wściekła do granic możliwości. Pan bierze kurtkę, a moja wściekłość rośnie. Na siebie, na dzieci, bo Pan wychodzi...
Przewracam więc wściekła oczami. Pan odkłada kurtkę na krzesło. A ja dalej wściekła myślę sobie "Możesz iść skoro jesteś na mnie zły" nic takiego jednak nie mówię, za to coraz ciężej oddycham. Już mam znów wybuchnąć pyskując, kiedy Pan chwyta mnie, odwraca tyłem do siebie i zakłada ramiona tak, że nie mogę się ruszyć. Siada na krześle, i sadza mnie sobie na kolanach, dalej przytrzymując mocno. Próbuję się wyszarpnąć, więc chwyta mnie mocniej, jedną ręką sięgając do klatki piersiowej, tuż pod szyją. Złość opada, do oczu nabiegają mi łzy... Zaczynam płakać. Pan obejmuje mnie dalej, nic nie mówi, tylko czeka aż się wypłaczę. Odwracam się przodem do Niego i wtulam głowę między Jego ramię a szyję. Odwzajemnia się mocnym przytuleniem, pozwalając na to, bym się schowała w Jego ramiona.
-Cbyba dawno lania nie dostałaś. Ile razy muszę powtarzać, że masz nie przeklinać?
-Przepraszam - szepcze cicho.
-Przydałoby się lanie, prawda?
Przytakuję głową, emocje puściły i wiem, że zrobiłam źle. Pan pomógł mi się ogarnąć, więc i pokora wróciła.
-Co gotujesz? Możesz to wyłączyć i dokończyć później?
-Tak
-Zrób więc to i chodź ze mną.
Właśnie do mnie dociera, że Pan naprawił klamkę w drzwiach do mojego pokoju. Można już zamknąć w nim drzwi. Zaraz mi się oberwie. Idę za Nim ze spuszczoną głową. Pan zagląda do chłopców.
-Zostańcie chwilę w pokoju, zróbcie w nim porządek, zaraz z mamą wrócimy. Ku mojemu zdziwieniu, nie zamyka drzwi do ich pokoju. W ręce ma śrubokręty. Idzie z nimi do mojej sypialni, ja za Nim. Odkłada jednak tylko narzędzia, a mnie gestem ręki, pokazuje by wyjść z pokoju. Zdezorientowana wychodzę.
-Załóż jakieś buty.
Zszokowana, robię to co polecił, tym czasem Pan staje przy drzwiach wyjściowych.
-Weź klucze do piwnicy.
W tym właśnie momencie oświeciło mnie, co będzie się działo za chwilę. Nieco przestraszona biorę klucze. Pan w drzwiach puszcza mnie pierwszą. Wychodzę z mieszkania i czekam aż zamknie za nami drzwi. Zamierzam Go puścić przodem, ale popycha mnie lekko, nakazując gestem, bym szła pierwsza. Wiem, że narozrabiałam, wiem, że czeka mnie kara. Za przeklinanie Pan od kilku dni liczył pasy, które za to dostanę. Gorączkowo próbuję sobie przypomnieć, ile ich było. Czuję skruchę, ale jednocześnie i podniecenie. Docieramy do piwnicy.
-Otwórz!
Ręce mi się trzęsą; trochę dlatego, że się nieco boję, trochę z podniecenia. Nie ma co ukrywać lubię, gdy Pan jest taki władczy. Poza tym wiem, że mnie nie skrzywdzi, nawet jeśli zaraz wymierzy karę na którą zasłużyłam.
Wchodzimy do piwnicy, zapalam światło, Pan zamyka za nami drzwi. Nic już nie mówi tylko ustawia w dogodnym miejscu, łapie mnie za kark, zmuszając do tego bym się pochyliła, nogą rozstawia moje nogi, po czym zsuwa mi spodnie i majtki. Stoję tak wypięta i czekam aż wyciągnie pas ze swoich spodni. Po chwili czuję jak kładzie rękę na moje plecy, przytrzymując mnie bym się nie ruszała. Ręce opieram o półki znajdujące się w pomieszczeniu. Spada na mnie pierwszy raz. Jest mocniejszy niż zwykle, gdy wymierza mi karę za przeklinanie. Za chwilę czuję drugie, trzecie, czwarte uderzenie... Nie wytrzymuję i sięgam ręką, by zasłonić pupę.
-Przepraszam, już tak nie będę.
-Zabieraj ręce!
-Przepraszam.
Pan nie daje się ubłagać. Zabieram ręce, a Pan chwyta mnie tak, że tym razem nie dam rady sięgnąć, by się zasłonić. Walka nic nie da. Nie chcę z resztą walczyć. Poddaję się karze. Pan wymierza resztę pasów. Wszystkich jest 12.
-Rozumiesz za co dostałaś?
-Tak, za niewłaściwe zachowanie wobec Pana
-I dziecka... Teraz kara za przeklinanie. Wracaj na pozycję.
Kolejne pasy już są dużo słabsze, takie jak zawsze za przeklinanie. Tyłek jednak obolały, mocno je odczuwa. Nie trzeba mnie mimo to już trzymać. Głośno liczę każde uderzenie i już nie uciekam ani nie próbuję się zasłaniać. Gdy kara dobiega końca, Pan wkłada palce w moją cipkę.
-Wiedziałem, że będziesz mokra. Moja masochistka.
Uśmiecham się zawstydzona i czuję, jak palą mnie policzki. Pan odwraca mnie, opierając o rower stacjonarny, stojący w piwnicy. Już wiem, że za chwilę weźmie mnie od tyłu. Czekam gotowa. Pan wsuwa się we mnie, twardym kutasem,gwałtownie i mocno. Jęczę już od pierwszych pchnięć. Tyłek dalej parzy i przy każdym pchnięciu Pan obija go swoim ciałem, co boli a tym samym zwiększa doznania podczas seksu.... Dochodzę... Chwilę później Pan łapie mnie za włosy, obracając przodem do siebie i nakazując bym klęknęła. Ledwo to robię a już Jego kutas ląduje w moich ustach. Kilka ruchów wystarczy bym poczuła Jego spermę. Ssę go więc, jak najmocniej potrafię by wyssać wszystko. Pan drży a ja odczuwam satysfakcję. Przełykam nasienie Pana i wycieram usta.
-Wyczyść do końca.
Robię to, co nakazał, zlizując każdą kroplę Jego i moich soków.
-Moja zdzira, przyznaj, że Ci się podobało - Patrzy na mnie z uśmieszkiem satysfakcji.
-Podobało - mówię cichutko zawstydzona.
Wracamy na górę. Dalej już spędzamy czas we czworo, chyba grając razem w jakąś grę. Przyznam szczerze, że nie pamiętam dokładnie, gdyż w mojej głowie ciągle odtwarzałam zdarzenia z piwnicy. Jednak mam coś w sobie z masochistki, bo chętnie bym to powtórzyła, ale już w zabawie, a nie jako karę. 😈
Komentarze
Prześlij komentarz